CZYŚĆIEC według Fulli Horak
Na ogól zbyt pobieżnie, lekkomyślnie i beztrosko traktuje się sprawę Czyśćca; Ludzie uważają, że ów Czyściec, pełen rozżarzonych rusztów, kotłów ze smołą i płomieni, to wymysł dobry dla dzieci i dewotek.
I mają słuszność! Czyściec jest zupełnie inny: straszniejszy od wszystkiego, co się da o nim powiedzieć, bez względu na to, czy powie się ruszt, smoła i płomień, czy też duchowa udręka za Bogiem tęskniącej duszy.
Niemniej Czyściec jest. I to jest tak samo naprawdę, a raczej prawdziwiej, niż to wszystko, co tu, na ziemi, daje się zmysłami rozpoznać. Jakże więc straszną niespodzianką, jakim zaskoczeniem będzie dla każdego niewierzącego człowieka to wszystko, co duszę jego musi już spotkać po śmierci! Ludzie tak niechętnie zastanawiają się nad tym. A przecież tylko do chwili śmierci można świadomość tę odsuwać. Bezmyślność nie uratuje człowieka przed niczym. Strusie chowanie głowy w piasek jest tu najbezsensowniejszą stratą czasu, który by można spożytkować na skuteczne zapobieganie przyszłym mękom. Po cóż by inaczej zdradził Bóg ludziom tajemnicę istnienia Czyśćca? Gdyby nawet te tak bardzo ogólnikowe powiadomienie o nim, jakie mamy, były człowiekowi dla dobra jego duszy zbyteczne, nie byłby ich Bóg światu udzielał! Skoro ich zaś raz udzielił, zuchwalstwem i głupotą byłoby niekorzystanie z tej łaski.
Jakie są cierpienia czyśćcowe?
Nieprzeliczona, nie objęta wprost myślą jest rozmaitość tych mąk gdyż każda wina ma swój odpowiednik w cierpieniu.
Najstraszniejszą męką duszy jest tęsknota za Bogiem, którą odczuwa stale, z wyjątkiem okresu, który spędza w niektórych Kręgach czyśćca, gdzie niemożność zwracania się do Niego myślą jest jej najokrutniejszą męką właśnie.
We wszystkich zresztą innych Kręgach dusza rwie się ku górze, ku światłu, ku Bogu i cierpi z powodu niemożności zbliżenia się do Niego, z powodu swoich nie odpokutowanych jeszcze win. Żadne pragnienie, do jakiego serce ludzkie jest zdolne, nie może się równać z tym, gdyż jest to pragnienie powrotu do swego Stwórcy i Pana, wiedzącej, wyzwolonej już z ciasnoty zmysłów, nieśmiertelnej duszy. Bóg ciągnie ją ku Sobie jak olbrzymi, o przemożnej, obezwładniającej sile magnes. Tęsknota za Bogiem jest więc czymś, czego dusza wyzbyć się nie może, tak jak ślepe, bezwolne opiłki metalu nie mogą przestać rwać się ku przyciągającym je biegunom magnesu. Tęsknota tu jest więc niejako tłem, na którym zarysowują się rozmaite desenie i zygzaki cierpień, udręczeń i stanów pokutującej duszy.
Czyściec składa się z nieprzeliczonych, a najrozmaitszych Kręgów. Niektóre, jak np. Krąg Głodu, Lęku, Grozy, Utrapień - znam tylko z nazwy. O innych wiem niejedno od moich Świętych Opiekunów. Mówiąc o Czyśćcu, pominę udrękę tęsknoty za Bogiem, gdyż tęsknota ta jest zasadniczym stanem pokutującej duszy.
Mogłoby się zdawać, że wchodząc w coraz wyższe Kręgi oczyszczania, zbliżając się coraz bardziej do Przedwiecznej Światłości, męka tęsknoty słabnie wobec nadziei rychłego zaspokojenia. Nie! Pobliże tej Światłości właśnie wzmaga w duszy wytężone, jedyne dążenie do połączenia się z nią - rwie ją ku sobie z niepojętą siłą, tak że w ostatnim Kręgu Czyśćca, gdzie prócz czekania nie ma już innych cierpień, tęsknota za Bogiem dochodzi do najwyższego nasilenia.
KRĄG BŁĄDZEŃ
Pierwszym i najstraszniejszym Kręgiem Czyśćca jest Krąg Błądzeń. Jest to okres, kiedy dusza krąży blisko ziemi, a nie ma z niąjuż ładnej styczności.
Nie pamięta tego, co było, nie wie nic, co z nią będzie, zna tylko upiorną, męczącą teraźniejszość. Nie widzi też wcale kresu swej obecnej męki. Niczego nie rozumie. Nie wie, co się z nią dzieje - i za co, i gdzie, i na jak długo...
Natyka się czasem na całe gromady wrogich jej, błądzących dusz, z którymi nie może się porozumieć, których się boi, a których nie umie wyminąć. Nie zna ulgi ani spoczynku. Bezcelowy, nieustanny ruch, ciągle szukanie nie wiadomo czego i myśl, że to co jest, a raczej to, czego nie ma, może już tak trwać na zawsze.
Jedyne, co dla niej istnieje, to ta- w kompletnej pustce umęczona, wylękła, błądząca - świadomość własnej osobowości, nie czująca ani czasu, ani przestrzeni, ani celu, ani sensu. Ciągłe szukanie jakiegoś właściwego sobie miejsca i ciągła niemożność znalezienia go.
W Kręgu tym znajdują się jeszcze niektórzy z nie potępionych oprawców Chrystusa.
KRĄG CIEMNOŚCI
Dusza w Kręgu Ciemności w dalszym ciągu nie wie jeszcze niczego o Bogu. Nie wie także, co ją czeka w przyszłości. Z przeraźliwą za to drobiazgowością musi ustawicznie rozpamiętywać własne winy, grzechy, błędy, omyłki, zaniedbania, i rozumie to tylko, jak marny i nędzny był zysk w porównaniu ze stratą. Dręczy ją ustawiczna pamięć chwil, w których popełniała zło, i poczucie własnej bezsilności, bo niczego już odrobić ani cofnąć nie może. Obezwładnia ją żal do samej siebie, rozpacz na widok straty i kary. Bezsilna, pełna goryczy i żalu rozpacz, świadomość opuszczenia, wstręt do własnych uczynków - oto nie gasnący żar, który ją trawi.
KRĄG BAŁWOCHWALCÓW
Wszyscy, którzy kiedykolwiek wykroczyli przeciw pierwszemu przykazaniu, którzy na pierwszym miejscu stawiali ludzi, naukę. ambicję, siebie czy przedmioty, ci mają teraz pełną świadomość istnienia Jedynego Boga i tęsknią za Nim rozpaczliwą, beznadziejna tęsknotą, W którąkolwiek jednak stronę spojrzą, widzą przed sobą swóje dawne bożki. Pragnęliby teraz czcić i wielbić prawdziwego Boga, maja ciągle w pamięci dawne, niedorzeczne hołdy. Chcą błagać Boga o pomoc, a muszą zwracać się o nią do tamtych, mimo że znają i rozumieją już cały bezsens takiej prośby. Chcą widzieć światło, które gdzieś przeczuwają nad sobą, to wszystko jednak, czemu dawniej oddawali cześć należną Bogu, niby jakiś złowrogi obłok zasłania im i zaćmiewa jasność. Każda też myśl o popełnionej za życia omyłce, o dobrowolnym przesunięciu wartości, pogłębia ich smutek i cierpienie.
KRĄG WSPÓŁWINNYCH
W Kręgu tym spotkają się wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób pomagali sobie w grzechu. Choć przebywanie w swym pobliżu sprawia im dotkliwe cierpienia, nie mogą ukryć się przed sobą i ustawicznie mają się przed oczyma.
Najwięcej tu takich, których łączyła grzeszna miłość. Czują się winni i pokrzywdzeni wzajemnie. Mają do siebie żal i czują równocześnie wyrzuty sumienia. Radzi by o sobie zapomnieć, a rozstać się nie mogą. O jakże nędzne, plugawe i ohydne wydaje im się to, co ich łączyło! Jakże dobrze widzą już teraz swoje prawdziwe wartości i jak pojąć nie mogą własnego zaślepienia! Jakże chętnie zrzuciliby dziś całą odpowiedzialność na tę tak bliską i drogą za życia osobę! Z jakąż zaciekłością przypisywaliby sobie wzajemnie owe wspólnie pełnione winy! Pamiętają wszystko, każdą chwilę, każde brudne drgnienie serca. Pali ich żal i wstyd - wstyd, którego za życia nie znali!
KRĄG WIDZENIA NASTĘPSTW
Niewypowiedzianie bolesny to Krąg! Przez rozdartą jakby zasłonę widzi dusza ziemię i najdalsze konsekwencje swoich złych uczynków i błędów.
Widzi nieraz pracę całego swego życia w gruzach i wie już, że stało się to dlatego, bo węgielnym jej kamieniem był grzech i występek. są to więc dusze ludzi, którzy raczej biernie niż czynnie grzeszyli, którzy pozornie nie robili nic złego, a jednak z wyniosłej, przez nią za życia zły przykład, ile dusz i serc zachwaściło nasienie głoszonych przez nią fałszywych zasad, pojęć i nauk.
I cierpieć będzie w tym Kręgu nie tylko za siebie, ale za wszystkie grzechy, których się stała powodem - cierpieć tym właśnie, że rozumiejąc już zło, oglądać będzie musiała najdalsze i najróżniejsze następstwa swych win na ziemi.
KRĄG SAMOTNOŚCI
Męczą się tu ci wszyscy, którzy za życia bezmyślnie szukali ruchu, gwaru i zabawy i którzy dlatego nigdy nie mieli czasu zastanowić się nad wartością duszy; którzy trwonili drogocenny krótki okres życia ziemskiego na sprawy puste, błahe, bezwartościowe, a tym samym złe i grzeszne.
W absolutnej samotności rozmyślają teraz nad żałosną pustką straconych w ten sposób godzin i lat. Chcieliby przywołać kogoś, podzielić się z kimś swoją udręką, czuć bodaj czyjąś obecność przy sobie... Ze wszech stron otacza ich jednak tylko bezmierna, bezdenna, beznadziejna pustka i samotność.Są jakby w pustym domu, bez okien i bez drzwi, i nie mają pewności, czy wydostaną się zeń kiedy.
KRĄG GWARNEJ UDRĘKI
W przeciwieństwie do Kręgu Samotności znajdą się tu dusze tych, którzy za życia unikali czy gardzili ludźmi i nic im ze siebie nie dali. Ci, którzy ze szkodą własną i cudzą szukali samotności, wsłuchując się jedynie we własne przeżycia i odczucia. Ci, którzy np. unikali nabożeństw dla zbyt wielkiego ścisku. Ci, którzy mogąc się podzielić z bliźnimi darami własnego umysłu, cofali się w milczenie, skąpi i zachłanni na samych siebie. Ci, którzy z wygody, lenistwa i niechęci służenia bliźnim w jakikolwiek sposób zasklepiali siew ciasnym kole własnych myśli i spraw. Ci, którzy ponad wszystko cenili sobie spokój, nie chcąc zrozumieć obowiązku społecznej miłości bliźniego.
Są to więc dusze ludzi, którzy raczej biernie niż czynnie grzeszyli, ludzi, którzy pozornie nie robili nic złego, a jednak z wyniosłej, wzgardliwej, egoistycznej i skąpej zachłanności na samych siebie, nie uczynili również tyle dobra, ile go mogli uczynić.
Teraz dusze ich trwają w ciągłym niepokoju i ruchu. Nigdzie cichego kąta, nigdzie samotności! Tłumy, gromady, roje dusz stęsknionych za ciszą, którą sobie wzajemnie odbierają. Wszędzie patrzące oczy, wszędzie czyjaś obecność, wszędzie obca uwaga. i Ruch, gwar, zamęt, zamęt, ruch i gwar - nieustająca, nie znająca | wypoczynku udręka i znużenie...
KRĄG PRAGNIENIA
Dusze tych, którzy żyli w grzechu nieczystym, którzy gasili pragnienia ciała w użyciu, zboczeniach i rozpuście - z pełną świadomością ohydy własnych czynów, rozmyślać tu muszą o dobrowolnym zamknięciu sobie drogi do źródła Wody Żywej... Pali je straszliwe, nieugaszone pragnienie czystości... Czują się brudne, skalane, niechlujne i męczy je dławiący wstręt do samych siebie. Pragnęłyby się obmyć, oczyścić, wypłukać z tego brudu, a wszystko wokół jest suche, gorące i wrogie.
Ludzie ci pili za życia z brudnych źródeł, muszą się więc długo oczyszczać cierpieniem, nim będą mogli napić się z czystego.
KRĄG UROJENIA
W tym Kręgu trwają dusze ludzi, którzy żyli zachciankami, mrzonkami, którzy ciągle szukali nowych wrażeń, nowych przeżyć, którzy wyszukiwali sobie pozy, nieszczęścia, pławili siew nich, żyjąc tym, co sobie wymyślili, a w czym, jak im się zdawało, było im najbardziej „do twarzy".
Będą tu dusze ludzi, którzy nie chcieli poznać ani tknąć najprostszych, potocznych obowiązków życia realnego, stwarzając sobie jakieś sztuczne, opaczne im, ani nikomu pożytku nie przynoszące. Teraz dusze ich będą musiały dalej przeżywać swoje płonne rojenia, błąkać się wśród bezowocnych poszukiwań istotnych wartości i sensu, plątać się w bałamutnej i beztreściowej, a ocenianej już należycie gmatwaninie własnych sztuczności.
KRĄG ZWODNICZYCH NADZIEI
Dusze ludzi, którzy w życiu nie dotrzymywali słowa ni obietnic którzy budzili próżną nadzieję u innych, którzy mieli mnóstwo dobrych postanowień, możliwości i porywów, a nigdy z niedbalstwa nie doprowadzali ich do końca, którzy odkładali poprawę na później, tak samo, jak dobrą prawdziwą modlitwę - męczą się w tym Kręgu nadzieją rychłego wyzwolenia. Będzie im się ciągle zdawało, że dochodzą już do kresu swej udręki, że lada chwila otworzy się przed nimi pełnia szczęśliwości, że tylko rękę wyciągnąć, parę kroków zrobić - i nagle poczują się na samym dnie zwątpienia i rozpaczy.
Będzie się to powtarzało ciągle na nowo. Zawsze ta sama nadzieja i zawsze ten sam zawód... Wytężone wspinanie się jakby po szklanej, prostopadłej ścianie i bezsilne usuwanie się na sam dół... Nie będą umiały zaprzestać tej męczarni. Niezliczoną ilość razy zaczną ją od początku i niezliczoną ilość razy spotka je rozczarowanie.
Powtarzać się to będzie aż do zmazania ostatniej, choćby najdrobniejszej winy, z tego zakresu.
KRĄG WŁAŚCIWEJ POKUTY
Jest to Krąg najrozleglejszy, jeśli to można tak określić, Krąg, przez który przejść będą musiały wszystkie dusze, mające coś do odpokutowania.
Tak jak w innych Kręgach dusza cierpiała nad własną szkodą, opóźnieniem w ł a s n e g o szczęścia, męczyła się własnym bólem i za pomocą pojęć, które jej samej sprawiać mogły udrękę, stopień po stopniu zyskiwała oczyszczenie - tak tu, w Kręgu Pokuty Właściwej, cierpiąc za wszystko raz jeszcze, pamięta już to jedynie, że obrażała Stwórcę! Świadomość własnej szkody znika w tym Kręgu bez śladu. Zostaje tylko pełne, doskonałe zrozumienie zaniedbanych obowiązków wobec Boga.
Dusza widzi tu dokładnie i boleśnie przeżywa pamięcią dzień po dniu, chwilę po chwili, myśl po myśli, raz jeszcze całe swoje życie. Ani jedno grzeszne drgnienie serca nie będzie jej oszczędzone, o ile nie zostało już odpokutowane świadomym cierpieniem na ziemi.
Dusza widzi teraz jasno każdy moment, w którym mogła była zawrócić ze złej drogi, odróżnia światła, którymi Bóg wskazywał jej całą marność jej postępków. Rozumie, ze wolną wolą wybierała rzeczy obrażające Boga i Bogu dalekie, zamiast za cenę drobnego nieraz wysiłku i zastanowienia zrobić to, co mogłoby się obrócić na Bożą chwałę.
Dusza widzi już teraz jasno to, w co człowiek za życia ósmi e-la się czasem wątpić, a mianowicie, że każdy otrzymał od Stwórcy dostateczną ilość światła i siły, aby Go nigdy nie obrazić.
I tak z nieubłaganą konsekwencją i wyrazistością przesuwają się przed oczyma duszy obrazy własnego jej życia, a mocą niczym już nie zamąconego rozumu pojmuje już świętość, piękność, słodycz, moc, doskonałość i sprawiedliwość Bożą, którą obrażała. Oczyszczona w poprzednich Kręgach ze wszystkiego, co osobiste, przetopiona niejako cierpieniem, wyługowana męką z wszystkich naleciałości ziemskich, trwa oto myślą przed Stwórcą swoim i Panem, bolejąc najstraszliwiej nad obrazą Jego Przedwiecznej Doskonałości. Im subtelniej sza, im bardziej uposażona, im bliższy mógł być jej stosunek do Boga, im łatwiejsze mogło być pojmowanie Jego Spraw - tym większy ból i rozpacz. O męce wstydu i żalu, jaką tu dusza przechodzi, nic nie może dać pojęcia! Gdyby mogła umrzeć, umarłaby w tym Kręgu! Gdyby mogła oszaleć, tu by oszalała!
I dopiero kiedy ostatnia wina, ostatnie uchybienia, ostatnia najskrytsza myśl zostanie tym najdoskonalszym w swych Pobudkach żalem przepalona, dusza przechodzi do ostatniego Kręgu Czyśćca - do sfery obojętnej.
KRĄG OBOJĘTNY
Jakąż ulgą, jakim szczęściem, jaką niepojętą łaską wydaje się duszy to, że kiedy wreszcie po przejściu wszystkich właściwych jej Pokucie Kręgów dostanie się tutaj!
To daje najlepsze pojęcie o stopniu jej poprzednich cierpień, że łaską wydaje się jej to, że nic nie czuje. Wita ten Krąg, jak płynący ostatkiem sił rozbitek wita zbawczą wyspę.
Jest to Krąg, w którym się nie cierpi, tylko czeka. I choć się nie wie, jak długo trwać będzie to czekanie, nie cierpi się z tego powodu.
Jedne dusze zostaną tu tak długo, póki -jeśli to można tak określić - nie odpoczną po przebytych mękach i nie nabiorą sił do wstąpienia w pierwszy Krąg Nieba. Dusze innych ludzi, odbywszy już całą karę, czekają tu jeszcze bez cierpień, aż ktoś naprawi na ziemi to, co oni w życiu zniszczyli czy zaniedbali.
I tak np. będą tu księża, którzy odprawiali Mszę Św. nieporządnie i z roztargnieniem. Ci czekają, aż ją ktoś na ziemi odprawi pobożnie za dusze takich właśnie, niedbałych kapłanów.
Są tu i tacy, co za życia dorobili się majątku na łzach i krzywdzie ludzkiej. Póki ktoś za nich nie naprawi zła albo, gdyby to było niemożliwe, w intencji winowajcy nie spełni miłosiernego uczynku równej wagi, co wyrządzona ongiś krzywda, dusze owych ludzi przejdą w Krąg następny wtedy dopiero, gdy na ziemi wygasną wszelkie następstwa ich błędu.
Dusze literatów, piszących dzieła przeciw prawom Bożym, czekać tu będą póki ktoś na ziemi nie przejmie ich natchnienia i nie spożytkuje go na chwałęBożą. Takie ekspiacyjne działanie pokutującej duszy może jednak nastąpić na wyraźny dopust Boży, i to jedynie
z Kręgu Obojętnego.
Czasem takie czekające dusze wprowadzić może wyżej gorąca, pełna wyrzeczeń i uczynków modlitwa ludzi żyjących, którzy z pełną świadomością, dla tej a nie innej duszy przeznaczają swoje ofiary.
W Kręgu tym trwają jeszcze takie dusze, którym dzięki wstawiennictwu Najświętszej Panny Maryi, prośbom ich Patrona lub modlitwom i uczynkom ludzi żywych, skrócił Bóg mękę poprzednich Kręgów. Tym samym jakość kary została niejako zamieniona z krótszej i bolesnej na dłuższą i łagodniejszą, w której trwać będą aż do zupełnego swego dojrzenia i oczyszczenia, umożliwiającego im przejście w pierwszy Krąg Nieba, czyli w Krąg Poznania.
Dusza, która dostąpiła takiej amnestii i przeszła wcześniej ze sroższego Kręgu w Obojętny, widzi i wie dokładnie wszystko, co miała jeszcze odcierpieć i co jej - bez żadnej własnej zasługi - zostało skreślone. I jakkolwiek mąk tych już nie przeżywa, samo zdanie sobie sprawy z tego, co ją jeszcze czekało i od czego ją ocalono, zmusza ją do wdzięczności dla tych, którzy jej modlitwą do wcześniejszego wydobycia się pomogli.
Są ludzie, którzy wierzą, że jeżeli tylko ktoś odbył dobrą spowiedź, zaraz po śmierci wchodzi do Królestwa Niebieskiego. Mylą się jednak.
Czyściec jest „miejscem" nie tylko oczyszczania, ale i dojrzewania dla tych, którzy za życia przez zaniedbania czy lekceważenia wewnętrznych świateł, nie rozwinęli się duchowo.
Tacy muszą w Czyśćcu zacząć swój dalszy rozwój i cierpią tak długo, póki cierpieniem nie wypracują sobie zdolności ogarnięcia, a więc przeżywania, szczytowego punktu szczęśliwości, od wieków wyznaczonego im przez Boga. Nie chcieli dojrzewać za życia, muszą więc dojrzewać dopiero po śmierci w męce trwającej nieraz całe wieki.
Z tego też powodu ludzie dobrzy, ofiarni, etyczni działacze, szlachetni ideowcy itp., jeśli motywem ich działania nie była przede w s z y s t k i m miłość Boga, mimo licznych nawet i wielkich, ale z innych pobudek wypływających uczynków, najpierw będą musieli w Czyśćcu nauczyć się kochać Boga, a potem dopiero dane im będzie Go oglądać.
Podstawą rozrachunku po „tamtej stronie" nie będzie to tylko, co człowiek zrobił złego lub dobrego, ale i to także, czy spełnił wszystko dobre, które mógł spełnić za życia.
Wszystko więc, co brakować będzie do maksimum Bożych wymagań - wedle uposażeń duszy - i wszystko, co przekraczać będzie Maksimum Bożej wyrozumiałości - wedle ułomności ciała - musi dusza w Czyśćcu odrobić lub nadrobić męką.
Bardzo niewiele dusz uniknie Czyśćca, choć uniknąć by go mogła każda, gdyby ludzie dość jasno chcieli zdać sobie sprawę, że każdy,
nawet najmniejszy grzech, musi być tu czy tam świadomie odpokutowany.
Z dobrą wolą za życia przyjęte moralne czy fizyczne cierpienie, pokorne i ufne poddanie się woli Boga jest najznośni ę j s z ą formą pokuty za wszelkie uchybienia Jego prawom i najłatwiejszym sposobem zdobycia szczęścia po śmierci.
Cierpienie w intencji pokuty przyjęte za życia jest dowodem naszej dób rej woli i za to samo Bóg w łaskawości swojej żąda za ten sam grzech lżejszej i krótszej pokuty, niżby jej żądał w Czyśćcu.
Porównać by to można z decymalną wagą. Kto chce za życia winy odpokutować, może kłaść po tej stronie małe nawet ciężarki, a one po tamtej przeważą cetnary! Tak samo mała nawet zasługa na ziemi ma „tam" dziesięciokrotnie większą wartość. Na tej samej decymalnej wadze jednak waży Bóg i winy ludzkie. Za każdy „tu" nie odpokutowany grzech trzeba będzie „tam" położyć na szali o wiele cięższą karę, aby się waga zrównała. Bo kto odłoży pokutę do przymusowych cierpień w Czyśćcu, z żadnych ulg Bożego miłosierdzia nie korzysta.
Jakże cudownie wielka jest moc świadomie przyjętego i Bogu ofiarowanego cierpienia! I jakże dobrze zrozumieją to po śmierci ci wszyscy, którzy nawet w zbawczej męce Boga-Człowieka i w męczeństwie Jego naśladowców, widzą jedynie obłęd mistyczny!
Zdaniem innych, podniesienie cierpienia do godności zasługi jest tylko genialnym wymysłem szlachetnego przewrotowca z Nazaretu, który powodowany litością, dla osłodzenia czegoś, czego i tak uniknąć nie mogli, wmówił w ciemne umysły biedaków złudną wiarę wiecznej nagrody za cierpliwie znoszoną mękę doczesną. Obietnicę czegoś, co spełnić sięmiało dopiero po śmierci, można było bezkarnie - ich zdaniem - rzucić światu... U kogóż jej potem dochodzić?
Jakże się zdziwią, jakże przerażą ci, którzy tak myślą, stanąwszy kiedyś oko w oko ze sprawiedliwością Tego, kto poszanowania dla swych obietnic zawsze dochodzić potrafi!
Dusze czyśćcowe niemogą dla siebie zrobić niczego więcej, prócz tego, że cierpią. Cierpienie jest ich jedyną modlitwą, pracą, wreszcie sposobem, dzięki któremu zbliżać się mogą do celu.
Wiele natomiast mogą dla nich zrobić ludzie.
Bóg w łaskawości swojej dozwolił, by Kościół Wojujący mógł wspierać bolesną bezsilność Kościoła Cierpiącego. Każda Msza Św., każda myśl, modlitwa, wyrzeczenie czy ofiara w ich intencji poniesiona, ma dla dusz czyśćcowych ogromne wprost znaczenie. Czymś bowiem równie nieodzownym jak pożywienie dla ciała, jest dla pokutującej duszy modlitwa.
Cierpiący w Czyśćcu są jak żebracy... Czekają, by im ktoś rzucił jałmużnę... Czasem wieki całe czekać muszą i gdyby nie nieustanna, a za wszystkie dusze w Czyśćcu ofiarowywana modlitwa Kościoła, wielu z tych nieszczęśliwych czekałoby daremnie. Świat szybko zapomina o tych, co odeszli, a oni, odarci ze wszystkich ludzkich naleciałości, z całej fałszywej godności czy dumy, w jakże niewysłowienie bolesnym opuszczeniu czekają wsparcia! Najbiedniejszy ubogi, najskrajniejszy nędzarz, jest królem wobec cierpiącej duszy. Cierpieniem, chorobą, kalectwem, głodem czy opuszczeniem może się jeszcze zasługiwać Bogu, może cierpliwie wszystko znosząc, zaskarbiać sobie Jego łaski i zmazywać winy. Dusza czyśćcowa jest zdana już tylko na jałmużnę miłości i pamięci bliźnich, jałmużnę, którą w dodatku sama upominać sienie może. Duszom z niektórych Kręgów Czyśćcowych wolno czasem z dopustu Bożego śnić się lub zjawiać ludziom. Jest to jedyna forma, której prosić mogą o pomoc. Ludzie zazwyczaj jednak sny lekceażą, a owych nieszczęsnych zjaw tak się lękają przeważnie, że rzadko kiedy przyjdzie komu na myśl pomodlić się za nią, dać na Mszę Św. lub ofiarować na jej intencję cierpienie lub dobry uczynek. Nie myślą, że znak z tamtego świata przyjść może tylko za wolą i zezwoleniem Bożym i że dlatego nie wolno go lekceważyć.
Modlitwa za zmarłych leży niejako w obopólnym interesie tych, i których się modlą i tych, którzy się modlą.
Dusze pokutujące są tak bardzo nieszczęśliwe, że jeżeli im kto w wydobyciu się pomoże, umieją być potem wdzięczne i nigdy już przysługi tej nie zapomną człowiekowi. Pierwszą też ich czynnością w Kręgu Poznania będzie przekazanie duchom w Pierwszym Kręgu Jasności prośby o opiekę nad swoim dobroczyńcą. Wyższe Duchy podają ją w Krąg następny, i tak jak wiatr po strunach prośba ta przebiegnie dreszczem po wszystkich Kręgach Nieba aż po sam tron Najwyższego.
Dusze zbawione, jako duchy jasne, mogą być człowiekowi w różnych sprawach duchowych, a nawet materialnych, bardzo wydatnie pomocne.
Nic tak nie ciąży czyśćcowej duszy jak żal czy nienawiść tych, którzy zostali na ziemi. W przeciwieństwie do obopólnej korzyści, jaką jest ofiarowywana za zmarłych modlitwa, nienawiść taka przynosi obopólną szkodę.
Nikt bowiem, kto żywił w sercu nienawiść, choćby to była nienawiść umotywowana doznaną ongiś krzywdą, przed odcierpieniem takich samych mąk, jakich duszy winowajcy żalem swym przysporzył, nie zobaczy Stwórcy.
Przebaczenie umarłym z miłości Boga i bliźniego przynosi ogromną ulgę cierpiącej duszy, a równocześnie zapewnia żyjącym łaski Boże. Należy więc wszystko przebaczać za życia, aby nam wszystko
zostało po śmierci przebaczone.
Najmiłosierniejszą, najczulszą, najmożniejszą Orędowniczką dusz w Czyśćcu cierpiących jest Najświętsza Panna Maryja.Litość Jej chyli się nad tym straszliwym kotłowiskiem niewysłowionych mąk, a najlepsze Jej serce, choć korzy się przed sprawiedliwością Boga, współczuje tym nieszczęśliwym i wstawia się za nimi nieustannie.
Toteż dzięki wyjątkowym przywilejom ma Ona moc i prawo w każde większe swoje Święto wyzwolić kilka dusz z ostatniego Kręgu Czyśćca lub uprosić dla srożej cierpiących przejście w łagodniejszy Krąg.
Jest taki jeden cudowny dzień w roku, kiedy męki całego Czyśćca zostają na jedną dobę zawieszone. To Dzień Zaduszny. l We wszystkich, nieprzeliczonych Kręgach, na wszystkich poziomach i piętrach, niby w bezdennej czeluści gigantycznej kopalni mąk, nastaje świąteczny spokój i cisza... , Dusze odpoczywają... Nie cierpią...
Jak dopływ świeżego powietrza, chłodzi je wytężona zbiorowa modlitwa wojującego Kościoła. Jakaż to ulga! Cóż to za miłosierne wytchnienie! Cały chrześcijański świat w jednym wielkim porywie współczucia, tęsknoty i miłości prosi Niebo o łaskę światłości wiekuistej dla zmarłych. Nawet ci ludzie, którzy zazwyczaj o zmarłych nie pamiętają, przychodzą w tym dniu na cmentarz, zmówić choć jeden pacierz, zaświecić choć jedno światełko...
Jeśli jednak ktoś nie może być w tym dniu na cmentarzu, może równie dobrze wspierać zmarłych modlitwą i myślą z daleka od ich grobu. Najważniejsza jest intencja ofiary. Obecność na grobie nie jest konieczna. Szczera modlitwa zawsze odnajdzie daną duszę i ulży jej w cierpieniu.
Bardzo jednak ważne jest zachowanie się na cmentarzu. Wchodząc tam, wchodzi się w dom umarłych, gdzie obowiązują ich prawa. Dusze cierpią, kiedy się bezmyślnością i gwarem zakłóca powagę tego miejsca. Boli je to i obraża.
W Dniu Zadusznym wzmaga się na świecie obecność i działanie Duchów. Gdyby ludzie umieli wsłuchać się w ten drugi, nadprzyrodzony świat, niejedno by wtedy wyczuli.
Każda ofiara, moralna, fizyczna czy materialna, ma zawsze, ale w szczególności w Dzień Zaduszny, ogromną, realną wartość dla dusz czyśćcowych. Można za nie ofiarowywać każdy drobiazg. Już choćby sam trud pójścia na cmentarz, niesienie wianka, ścisk w tramwaju, zziębnięcie, przemoknięcie - wszystko! Trzeba tylko świadomie to ofiarowywać. Intencja nadaje ważności i znaczenia każdemu wysiłkowi. Tak samo jak miłosierna intencja uświęca, bezmyślne nieraz, mechaniczne odklepanie pacierza przez dziada, któremu się daje jałmużnę z prośbą o modlitwę za zmarłego. Ofiara światła ma też ogromne znaczenie. Człowiek w intencji ulżenia duszom daje Bogu to fizyczne światełko, bo tylko takie dać może, i prosi Go w zamian o światłość wiekuistą dla zmarłych. Bóg tę ofiarę przyjmuje i wymienia fizyczne światło na światło duchowe, którym rozjaśnia duszom dręczącą ciemność. Jest bowiem jakiś tajemniczy związek między światem żywym, intencją uświęconym płomyczkiem, a ciemnością świata pozagrobowego.
Można za dusze w Czyśćcu brać na siebie ból fizyczny. Znam wypadek, gdzie kilka osób ofiarowało się cierpieć w Dzień Zaduszny w intencji ulżenia duszom zmarłych. Choć wszystkie były poprzednio zupełnie zdrowe, w chwili kiedy to postanowiły, zasłabły równocześnie.. Ból głowy, zębów, krzyża, łamanie w stawach, kurcze... Punktualnie o godz. 12 w nocy wszystkie te dolegliwości znowu równocześnie ustąpiły.
Wiem od moich świętych Opiekunów, że za takie choćby lekkie i krótkie cierpienia, wzięte na siebie przez żywych w intencji niesienia pomocy duszom cierpiącym, Bóg zmniejsza nieraz zmarłym długotrwałe i srogie męki.
Wiem też od Nich, że gdy się pragnie za jakąś specjalną winę zmarłego przebłagać Boga, należy ofiarowywać przezwyciężenia przeciwne tej jego winie. Więc np. za skąpca -jałmużnę, za bezbożnika - modlitwę szczerą i gorącą, za oszczercę- milczenie itd.
Najwięcej łask duszom w Czyśćcu cierpiącym mogą uprosić dzieci.
Męczeństwo z miłości Boga świadomie poniesione, przekreśla od razu wszystkie czyśćcowe kary.